TINDER - z przymróżeniem oka

 Namawiali mnie, namawiali no i w końcu założyłam sobie z ciekawości tego Tindera. Pomyślałam sobie: jestem starą panną… wróć. Singielką! Więc nikomu nic złego się nie stanie… No i wtedy, już po kilku chwilach od założenia tego Tindera dowiedziałam się co znaczy współczesny męski podryw… Od razu otrzymałam mocno rozbudowaną wypowiedź, pełną konkretów, propozycji, finezji, polotu. Pozwólcie, że wam ją odczytam: „hej”. 
Myślę sobie, może coś muszę dokupić, wykupić jakieś premium czy coś żeby zobaczyć dalszą część wiadomości. Dzwoniłam nawet do centrali i mówię, że mój Tinder jest uszkodzony. A oni mi tam mówią, że nie! Z pani Tinderem wszystko jest w porządku. Trochę mnie to zszokowało. Ale nic. Myślę sobie może nieśmiały? Dopytam więc i wysyłam moje „dzień dobry miło mi, ale dostałam tylko „hej”, czy chciałby mi pan coś jeszcze przekazać?
Wtedy właśnie trafiła do mnie kolejna ściana tekstu, cytuję: „jesteś piękna”. 
Myślę sobie: okej, miły komplement, powoli idzie, ale sprawa jest wyraźnie rozwojowa więc zaparzyłam sobie kawy i czekam co mi tam dalej będzie wypluwać za wiadomości. Czekam, czekam i… no i jest! Kolejna wiadomość! A więc sprawdzam tę kolejną wiadomość, a tam… dostojnie leżący penis o wielkości poniżej średniej europejskiej. Nasz kurwa jego mać! A zresztą, wiecie, co?! niech on i będzie gigantem, to nic nie zmienia! Serio, panowie…?

No, ale to był jeden przypadek, a najważniejsze jest to, że jak tylko założyłam konto, pokazałam nogi no to wysyp wiadomości był tak duży, że przerosło to moje najśmielsze oczekiwania. Przeglądałam, myślałam, odpisywałam i w końcu, już pierwszego dnia, zwyczajnie mi to spowszedniało, ten nadmiar, ta dostępność, a co za tym idzie… muszę przyznać… no odjebało mi zdrowo! Zaczęłam wybrzydzać do tego stopnia, że wystarczyła jedna wiadomość, jedna wypowiedź, jedno słowo, które mi nie pasowało, aby porzucić dany obiekt zainteresowania i przerzucić się na inny. Dodatkowo zaczęła mnie bawić myśl o tym, że mężczyźni muszą zastanawiać nad tym: jak interesująco zacząć rozmowę, w jakim stylu, klimacie, odwalać takie krzesanie z siebie nieskończonej kreatywności! A co w tym czasie robiłam ja? Czekałam, odpisywałam słówkami, półsłówkami… coś na zasadzie: bawcie mnie, starajcie się, a może traficie. Nie trafiali. Bo, kochani, nie siedzimy w swoich głowach, serio. A nawet jeśli któryś dobrze zaczął to wcześniej czy później wyłożył się na moim prywatnym torze przeszkód. Za wolno odpisywał, za szybko, za mało, za dużo, za rzadko, za często, dbał o słownictwo do tego stopnia, że wydawało się archaiczne, albo robił zbyt wiele błędów ortograficznych czy stylistycznych. Raz wydawał się nie mieć poczucia humoru, innym razem miał, ale czerstwe i był zbyt mało serio. W końcu dowcipniś jest fajny, ale przecież czasem trzeba być choć odrobinę serio, co? Taki niepoprawny humorysta może być nieodpowiedzialnym dupkiem i mógłby mnie wystawić, albo zakpić ze mnie. Musiałam dbać o swoją kobiecą dumę! Poza tym: za gruby, za chudy, za dużo włosów, za mało, za niski, za… nie no za wysokich akurat nie było! To dziwne, ale rzeczywiście wzrost w górę nie przeszkadzał. No ale przeszkadzała masa innych rzeczy: uśmiechnięte zdjęcie - z czegoś się kurwa śmiejesz, życie jest straszne! Smutne zdjęcie - Jezu, co za smutas, pewnie zanudzę się z nim na śmierć. Za mało męski, za bardzo męski, za piękny jak na faceta, za brzydki, za rudy, za czarny, za łysy, za pewny siebie, za skromny, za nieśmiały, zbyt śmiały, zbyt, niezbyt.
No i to poczucie władzy! Wybór stwarza komfort przebierania i wybrzydzania. Mogłam odpisać, nie odpisać, przeczekać, zwodzić, odczytać, ale nie odpisać… Jezu! Jak zabawa z mrówkami za dzieciaka. Okrutna, ale jak satysfakcjonująca!
Do czasu… bo w pewnym momencie jednak nawet największy zbiór zasobów się wykończy, a nawet jeśli nie, to brak znalezienia tego właściwego kochanka do spotkania przez tak długi czas zaczyna frustrować, smucić „ja już nigdy nikogo nie znajdę!”, zaczęłam się zastanawiać: „a może ja jestem jakaś brzydka, czegoś mi brakuje?”, „z tym światem jest coś nie tak! albo pojebany, albo brzydki, albo…”. „Gdzie ci mężczyźni” - zaczęłam sobie śpiewać w myślach… pomogło? Bynajmniej. W końcu z nikim się nie spotkałam, nie utrzymałam kontaktu i zostałam sama. Jak ta księżniczka w wieży. No to, nie ukrywam, akurat trochę mnie ucieszyło. Taka niedostępność, wyjątkowość, księżniczkowatość - no to były obiektywne powody klęski w typie odpowiadającej mi. Nie mogę być w żadnej odpowiadającej mi relacji - zostanę niedostępną starą księżniczką w wieży, która tylko w siebie wierzy. 

No i wniosek po tych wszystkich doświadczeniach, który przypłynął… a w zasadzie to pojawił się w jednym momencie, jak błysk! 
Słuchajcie kochani, z jednej strony chcemy rozbijać konstrukcje gender, a z drugiej wybiórczo z niej korzystamy. Co powinny laski, co powinni faceci. To się miesza, gubi, nie odnajduje we współczesnym świecie. A gdyby do tego, co już sobie wybraliśmy dołączyć choćby to, że:
dziewczyna, która zagaduje do faceta nie jest desperatką, może to zrobić i nie musi czekać i wysyłać niezobowiązujących sygnałów, których ni chuja nie da się odgadnąć. Laska, która chce seksu nie jest kurwą, ani nimfomanką, a facet dupcący wszędzie, zawsze i oszukujący nie jest zdobywcą. Próba nawiązania kontaktu z drugą osobą, która wykracza poza suche „hej, co u ciebie?” jest godna tego, aby choć słowo odpisać typu: „dzięki, nie jestem zainteresowana/zainteresowany”. 

Czym jest dla was męskość? A czym kobiecość? Męskość, kobiecość, kobiecość, męskość… to wszystko to koncept, a wszyscy żyjemy w pewnym spektrum. Jest rozpięta lina tożsamości, seksualności i wszyscy mamy dostęp do każdego ich obszaru. Nie każdy facet jest naładowanym testosteronem macho, a nie każda kobieta słodką niunią. Nie każdy, nie każda. Chcąc, dążąc, wymuszając to na sobie lub na kimś stajemy w obliczu drogi do nieszczęść. Swoich, cudzych, człowieczych. A to rodzi frustrację, a frustracje rodzą złość, a złość rodzi gniew, a gniew rodzi teorie spiskowe, a one znów rodzą rozmaitych szurów. Wiecie czemu w naszym kraju jest tak jak jest? Są dwa powody: pogoda i wstyd. Pogoda, która delikatnie mówiąc skąpi nam słońca i wstyd, który nie pozwala w pełni korzystać z własnych seksualności i tożsamości.
(…) a tutaj to głównie apel do dziewczyn mam.
Dziewczyny, doceniajcie facetów. Nie tylko swoich, takich w około też. Oczywiście takich, którzy nie robią jakichś obiektywnie krzywych akcji. Ale to trudne być facetem w dzisiejszych czasach, tak jak i trudno być kobietą - w ramach różnych reportaży wcieleniowych miałam okazję sprawdzić obie wersje. Doceniajcie kiedy się starają, kiedy są mili i tak dalej. Jeśli nie chcecie być oceniane przez pryzmat co wam jako kobietom należy robić, to tak samo nie róbcie tego facetom. Bawmy się tym, a nie idźmy na wojnę, nie szykujmy sobie dybów. Chyba że lubimy to w ramach zabaw i praktyk w pełnej koncyliacyjnej aurze tak zwanym BDSM. Bo serio jeśli nie będziemy się wzajemnie doceniać i rozumieć to Trump, Musk, Mentzen i im podobni będą odnosić swoje sukcesy. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

MARTA PRUS - materiały nadeslane

ALICJA NOWAK - materiały nadesłane

MARTYNA - materiały nadesłane