Trudna (?) sztuka podrywania.

 

Gdybym wiedział to, co wiem…

Ten temat z pewnością zasługuje na więcej niż jeden wpis dlatego wiem, że teraz go nie wyczerpię. Chodzi o to, że odkąd założyłem konto na portalu społecznościowym, który ma wyraźny podtekst seksualny (chodziło mi o promowanie bloga, materiały do książki, poznawanie ludzi itd.) dowiedziałem się o mężczyznach znacznie więcej niż kiedy obserwowałem ich jako facet. Wtedy to byli koledzy, przyjaciele, rywale, ciekawi i nieciekawi znajomi i nieznajomi. Ale tu nagle stałem się obiektem ich westchnień, sennym marzeniem powodującym naprężenie pewnej części ich ciała, nieosiągalną księżniczką, którą on, rycerz w lśniącej zbroi, na swoim białym rumaku (sic!), uratuje od przekleństwa nudy. Szybko okazało się, że wspólnota większości tych panów z rycerzami ograniczała się do posiadania zakutego łba. Nadmienię tylko, że w swoim opisie zawarłem dokładnie w jakim celu mam to konto i jakich relacji tu szukam, ale to, jak większość pań z pewnością wie, nie miało żadnego znaczenia. Kto zważa na opisy kiedy do zaproponowania ma coś, co na pewno przekona i uwiedzie każdą niewiastę? Nie panowie, zdjęcie sterczącego kutasa nie jest tym o czym marzą kobiety, aby otrzymać od faceta w pierwszej wiadomości. To kobietę w ogóle nie podnieca, serio. Choćby można go było pomylić z kijem od miotły, to jednak potencjalne, dobre wrażenie swoją ekshibicjonistyczną niecierpliwością na wstępie niszczycie. Na początku byłem w szoku. O co tu chodzi? Sprawdzam więc jego profil bo może tam istnieją już wszystkie niezbędne informacje o danym osobniku, ale gdzie tam! Nic! No może czasem dwa zdania, które ograniczają się do przechwałek albo do mało ograniczonych preferencji zamykających się w wyrażeniu o wielkiej chęci i potrzebie seksu. Zdjęć żadnych. No poza tym, które wysłał. Często też okazuje się, że profil został założony tego samego dnia, kiedy przyszła wiadomość. No, ale to są typowi, pozostając w nomenklaturze rycerskiej, „koniobijcy”. O nich też przyjdzie czas, aby napisać kilka słów, ale nie tym razem. Teraz chcę napisać o tym, że po tym doświadczeniu zorientowałem się, że będąc o nie wzbogaconym, mógłbym się stać królem podrywu! Serio! Gdybym nie miał dziewczyny to wiedząc, że poprzeczka nie jest wcale ustawiona wysoko i dzięki mocy empatii jestem w stanie bardziej trafnie zobrazować sobie to, czego kobieta oczekuje od zagadującego do niej faceta, rwałbym aż by kurz w powietrzu się unosił. Panowie! Bez względu na to, że to jest internet i możecie się skryć za zasłoną anonimowości, podejdźcie do sprawy tak jakby się to działo w tak zwanym realu. Przecież nikt z was nie podchodzi do dziewczyny w pubie czy na ulicy i nie pokazuje bez żadnego słowa wyjaśnienia zdjęć swojego „sprzętu”. To podchodziłoby pod molestowanie. Ale nawet pal licho! Chodzi o to, że nie zwróciłoby to po prostu uwagi większości pań. To znaczy uwagę z pewnością by zwróciło, ale nie taką o jaką Wam zapewne chodzi. Rozumiem, że część z Was zaraz zaczęłaby mi tłumaczyć, że to portal randkowy czyli „umawianie się na pukanie”, ale nie możecie zapominać, że seks to całe spektrum atmosfery, relacji… Wiem, że teraz ja trochę odpływam, bo na pewno są kobiety, które chcą szybkich numerków i może to się udaje, ale jednak, jak sądzę, przeważająca część potrzebuje czegoś więcej niż samego faktu, że „jest jakiś facet, który ma penisa i akurat teraz nie ma co z nim zrobić i chciałby sobie zrzucić z kija”. Myślę, że warto zrobić jakieś kategorie „podrywaczy internetowych”, co wy na to? Postaram się to zrobić w kolejnym wpisie, a tymczasem podrzucajcie pomysły! My same raczej nie wyczerpiemy tematu.

(inspirowałem się doświadczeniami własnymi, ale też, przede wszystkim, moich rozmówczyń z jednego z randkowych portali internetowych. Rozmawiałem zarówno z CIS kobietami jak i Trans kobietami czy Crosskami)


 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

MARTA PRUS - materiały nadeslane

ALICJA NOWAK - materiały nadesłane

MARTYNA - materiały nadesłane